Mój wynik: 34:53. Kiepsko? Czy fatalnie? A Powiem, że nawet dobrze ; ) Znów dałem z siebie maxa! 3,5 tys. startujących i moje 19 miejsce open + 5 w kat. wiekowej (nagradzają 6 😉 ) + wynik poniżej 35min – 3 start i udało się zejść poniżej „35” ( 2013 – 35:10, 2014 – 35:00) – jak to mówią: „do trzech razy sztuka” 😉

Zaliczam ten bieg do bardzo dobrego treningu, który odbył się w mało komfortowych warunkach pogodowych i to tyle z moich pozytywnych wyliczanek. Teraz trochę ponarzekam…na pogodę oczywiście. Tak pogoda to nie na ściganie, nie na robienie fajnych wyników. Nie wiem jak ci zawodnicy przede mną to robią, ale analizuję tę sytuację i pojedyncze przypadki,  zauważam, jak wielką rolę odgrywają indywidualne predyspozycje, jak różnie organizm adaptuje się do wysiłku w różnych temperaturach.

fot. szaszner.com

Wnioskuję, że niestety mój totalnie nie radzi sobie z wysoką temperaturą i ostrymi promieniami słonecznymi. Do 5 kilometra znów szło nawet fajnie – 17:15 na półmetku, ale chwilę później, ktoś – coś odcinało dopływ świeżości i tempo spadało z zawrotną prędkością. Byłem „zagotowany”. A plan był, aby przyspieszyć. Chęć ścigania się zanikała, ale nie tylko ja miałem takie odczucia i to mnie trzymało w walce. Ostatni kilometr 3:10 i ostatni zryw uratował wynik.

fot. Dariusz Niedzielski 

Patrząc na całokształt tego sezonu, to wniosek jest jeden – najlepsze i najważniejsze już zrobione i jest za mną. W tym sezonie odnotowałem już w sumie 7 startów w imprezach biegowych ( 5x 10km + 1x5km + 1x półmaraton) z czego 4 starty pod rząd zaliczyłem w kwietniu, a trzy z nich były na rekord życiowy. Nie da się ukryć – czuję się zmęczony, ale walczę do końca sezonu – tak już mam. W maju jeszcze czekają mnie dwa starty na 10km i wierzę, że jeszcze wycisnę coś tego sezonu. No właśnie, co mam na myśli pisząc wycisnę? Nie życiówkę, bo będę chociaż raz realistą i przyznam, że kiepsko to widzę – start pod koniec maja o godzinie 13:00 w biegu, gdzie przez ostatnie edycje o chłodzie i optymalnej temperaturze można tylko pomarzyć. Ale będę chciał wycisnąć jak najwięcej, bo to bieg „u siebie”, w moim mieście i wiadomo, że może ta świadomość ponieść w walce o jak najlepszy wynik.
Wcześniej jeszcze sztafeta XLPL EKIDEN w Poznaniu i dystans też bliski 10km (9,8km), gdzie nie będzie można zawieść drużyny i walczyć o lepszy wynik niż w roku ubiegłym, czyli celujemy poniżej 5 miejsca open! I będzie trzeba kończyć sezon. W głowie już powoli ten proces postępuje, bo jeśli od dwóch tygodni łapię się na tym, że myśli kieruję na przygotowania pod jesienne starty w półmaratonie i maratonie, które będą startami docelowymi, to jest już to wyraźny znak dla mnie.

Oczywiście, to jeszcze nie moje podsumowanie sezonu, bo jeszcze wiele może się zdarzyć 😉 Odpoczywam i trenuję dalej.

Pozdrawiam.

MentalRunner Bartek.