FB_IMG_1458427656265

fot. Sandra Afek Photography

Historia lubi się powtarzać 🙂  Czułem, że to może się wydarzyć, że Maniacka Dziesiątka jest biegiem, gdzie można pobijać rekordy życiowe nawet w momencie, kiedy forma biegowa jest dopiero w trakcie budowy. Tak było rok temu i tak stało się i w tym.

Plan rozpisałem na 18 tygodni, planując szczyt formy oczywiście na koniec. Miniony tydzień był tygodniem numer 7, a co najlepsze dopiero drugim, w którym wprowadziłem najcięższy bodziec – trening interwałowy. Znów pytania – czy to dzięki świeżości? Czy dzięki braku presji? Rok temu świeżość była dużo większa, a dzięki notatkom mam porównanie tego. Presja? – rok temu w 80% była mniejsza. Wiele się wydarzyło od minionego roku i oczekiwania, co do mojego biegania wzrosły. Analizowałem tę sytuację bardzo długo wczoraj przed zaśnięciem, w spokoju kiedy emocje opadły. Rok temu było idealnie – pogoda, rywalizacja, ekipa (duża grupa prowadząca i nadająca odpowiednie tempo). W tym roku pogoda była jeszcze lepsza (pomijając wiatr przez pierwsze 5km), ale co do rywalizacji i grupy, z którą mogłem się zabrać, to już nie tak idealnie. Byłem sam, od początku do końca sam sobie nadawałem tempo, pilnowałem wszystkiego biorąc wiatr na siebie. Po biegu usłyszałem od kolegi: „przez chwilę niezły wagon się podczepił pod Ciebie”. Rzadko kiedy wybieram takie rozwiązania, ale gdybym tego nie zrobił, to nie byłoby mowy o dobrym wyniku. Ok, mimo trudu prowadzenia, wyszło całkiem nieźle. Pełna kontrola sytuacji, w głowie totalny spokój i skupienie na każdym kroku, przepływ tylko pozytywnych, budujących myśli i pewność siebie. O pewność siebie musiałem bardziej zadbać dzień wcześniej! W piątek prowadziłem 2godziny zajęć Core Stability, z czego jedną zrobiłem w formie treningu, z grupą zaawansowaną, czyli żartów nie było 😛 Zawsze przed lub po tego typu zajęciach wychodzę na spokojne bieganie. Teraz miałem dylemat, bo w końcu skończyłem po 20:15, a Maniacka następnego dnia. Wracałem do domu po wcześniejszym odpuszczeniu sobie biegania, ale… uznałem, że pytanie mogą mnie później zadręczać pół nocy i lepiej wyjść na kontrolne choćby 3km. Tak, 3km 😛 co mogło wnieś 3km dla mojej formy? Pewnie niewiele, ale nie zmęczyło mnie, może trochę rozluźniłem po wcześniejszym treningu Core Stability i najważniejsze – dało spokój głowy. Było warto 😉

fot. Dariusz Niedzelski

Wracajmy do biegu. Nie wiem, ile osób biegło za mną, ale prowadziłem tak do 5km i gdy zobaczyłem, że zegar pokazuje 17:08 musiałem podjąć szybkie działanie, oderwać się i przyspieszyć, ażeby zameldować się na mecie z czasem poniżej 34 minut. I nagle jakbym zaczął zupełnie nowy bieg! Druga piątka wyszła w 16:31! Gdzie 16:30, to mój oficjalny PB z 5km z zeszłego roku! Ostatni kilometr w 3:14, a później, to już tylko radość z nowej życiówki 33:39! 😉 Taki wynik dał mi 33 miejsce na 4671 osób startujących. Rok temu z wynikiem 33:56 zajmowałem 25 miejsce…poziom poszybował w górę 😉 Niby nie nastawiałem się, ale byłem przygotowany na taki rozwój wydarzeń. Wiem, gdzie jestem z formą, wiem, na ile mnie stać i już dawno nie czułem takiej pewności siebie, że ten wynik, to jeszcze nie koniec 😉 Z takim optymistycznym nastawieniem wracam do treningu i dalszego realizowania celów. A właśnie a propos celów, pierwszy w tym sezonie właśnie osiągnąłem „10km poniżej 33:45”!

 17 sekund urwane…jedziemy dalej. Następny przystanek Nasza Dycha Gostyń, a później znów wracam do Poznania na Ekonomiczna piątkę powalczyć o nowe PB na 5km.

Pozdrawiam

MentalRunner Bartek 🙂