MentalRunner

#FeiferTrenuje

Część 1 „Jak obudziłem w sobie biegacza”

upadektentego1

W pewnym okresie mojego życia uważałem, że żyję beztrosko, że nie mam problemów i problemy się mnie nie imają. Twierdziłem, że wiodę dobrze zaplanowane życie, że wszystko mi się układa tak, jak tego chcę. Wszyscy dookoła mówili mi, jak to mam poukładane życie, jak z „bajki”, aż tu nagle… Albo o tym trochę później. Wróćmy na chwilę do przeszłości, która świadczy o tym, że wcześniej nie było wcale tak łatwo. Ale czy ciągłe stosowanie łatwych treningów rozwija formę?


Od dzieciństwa uczyłem się walki, wiecznie chory, wiecznie nieobecny w szkole i ten cenny wf, z którego miałem być nieklasyfikowany. Tak! Ja nieklasyfikowany i mało tego! Skoro już jesteśmy przy wf’ie, to dopowiem, że biegnąc na 60 metrów zabiegałem koledze tor, bo w połowie dystansu zamykałem oczy – taki byłem słaby! Mimo pachołków, ostrzeżeń Pani od wf’u – skończyło się przysłowiową pałą. W tamtym czasie dostawałem podobne oceny za najprostsze zadnia np. skłon ze skrętem ramion, traumatyczne odbijanie piłki siatkowej. Pamiętam to jak dziś. Byłem słaby, brakowało mi koordynacji i pewności siebie, którą traciłem z każdą nieobecnością. Ciągle goniłem, nadrabiałem, aby dorównać innym. Dziś z perspektywy biegacza – zawodnika, nie widzę w gonieniu nic złego, bo w końcu istnieje teoria, że ten goniący ma pewną przewagę nad uciekającym. Hmm…może doświadczenia z tamtych czasów teraz procentują podwójnie?!, bo faktycznie gonienie mi wychodzi. Ok, wróćmy do przeszłości jeszcze na chwilę. Anginy, zapalenia oskrzeli, wieczne przeziębienie, regularna grypa i ciągle osłabiony organizm od tych wszystkich chorób, ale i od diabelskich antybiotyków, które rozregulowały mój żołądek na długi czas. Miałem tak duże zaległości w szkole, że kiedy gościnnie ją odwiedzałem, od dnia poprzedzającego towarzyszył mi tak wielki stres, który kończył się totalną bladością, biegunką, a kiedy miałem pisać sprawdzian, albo odpowiadać przy tablicy, to nawet jeśli coś wiedziałem, to i tak w stresie zapominałem. Nie wspominam tego okresu zbyt dobrze, skutki jeszcze widoczne, bo co prawda zaległości w wf’ie odrobiłem, ale nad ortografią pracuje cały czas, a o matematyce nie wspomnę 😉
Ale jak wiesz, nic nie trwa wiecznie, a  ja uparcie chciałem, żeby coś się skończyło (niestety edukacji był to początek, więc musiałem liczyć na koniec chorowania). Lekarz rodziny w końcu zdiagnozował u mnie ropne migdały, które wystarczy usunąć, żeby mój stan zdrowia poprawił się znacznie. I tylko tyle? Czemu tak późno? Nie wiem, ale wiem, że 2-3 lata chorowania narobiły mi sporo zaległości. Dostałem skierowanie, pojechałem, usunęli i jadłem lody:) To pamiętam, ale i też to jak je wyrywali, bo niestety wtedy jeszcze nie dawali narkozy i musiałem wszystko widzieć, ale o tym już nie będę lepiej pisał 😉

„Małe szanse są często początkiem wielkich przedsięwzięć.”

– Demostenes

W szpitalu, na kilka dni przed wyjściem, doszło do jednego z ważniejszych wydarzeń w moim życiu. Lekarz, który mnie wypisywał, wypowiedział słowa, które pamiętam do dziś: „no, teraz to będziesz mógł już biegać”. To był dzień, w którym w mojej głowie urodziło się bieganie 🙂 Miałem wtedy 11 lat i wiele jeszcze nie rozumiałem, a pewne treści interpretowałem na swój sposób. Nie da się ukryć usłyszałem to, co chciałem usłyszeć. Słowa lekarza trafiły do mnie z dużą siłą. Po powrocie ze szpitala, myślałem tylko o tym, kiedy będę mógł wyjść z domu i zacząć biegać ze świadomością, że jestem już zdrowy, że chorowanie już mi nie zagraża i mogę być tak sprawny jak moi koledzy. Jak kazał pan doktor, dwa tygodnie odleżałem dalej wcinając lody 😉 Pamiętam ten pierwszy dzień: wróciłem po szkole, zmieniłem strój na biegowy, udałem się na polną drogę za domem i przebiegłem swój pierwszy kilometr. Tak małymi krokami zaczynałem swoją przygodę. Musiałem odrobić zaległości. Miałem też cos do udowodnienia sobie, kolegom oraz nauczycielowi wychowania fizycznego, dla którego wtedy byłem jednym z najsłabszych. Dziś wiem, że jedyną osobą, której możesz coś udowodnić, to jesteś Ty sam. Moje regularne bieganie zaczynało procentować, pierwszy wyjazd na gminne biegi przełajowe – pamiętam byłem 5 (na powiatowe jechało 6 ;)). Załapałem się, byłem taki dumny, w głębi siebie, ale nie pokazywałem tego, bo czułem, że to nie koniec, że jest za wcześnie.
Na powiatowych byłem 3! Zdziwienie wszystkich rosło (szczególnie nauczyciela wf’u ;)) Pojechałem na Mistrzostwa Wielkopolski na ponad 90 dzieciaków byłem w pierwszej 40tce. Tak było w pierwszej klasie gimnazjum. Może przed chwilą niektórych zdziwiła moja super pamięć i dokładne podanie miejsc i czasów osiągniętych wtedy na zawodach, ale zdradzę prawdę – to nie super pamięć! ale dwie karteczki wydarte z jednego z zeszytów (chyba od biologii), na których notowałem swoje wyniki. Po co? – nie wiem, ale jak widać przydało się po latach 😉
W drugiej klasie gimnazjum rozkręciłem się bardziej. Lekka atletyka i biegi długie zaczynały mnie kręcić, a nauczyciel od „wuefu” miał problem, na co mnie wystawić: „2000m, czy 100m?” Choć czułem powołanie do 2000m, to i na tzw. „setkę” biegałem wtedy szybko (12sekund). W między czasie pojawił się w szkole nowy nauczyciel, od wf’u rzecz jasna 😉 Uczył roczniki młodsze. Jak się później dowiedziałem od mojego kuzyna Mikołaja – którego ów nauczyciel przygotowywał do zawodów – Pan Daniel miał bogatą przeszłością biegową. Był reprezentantem naszego kraju i wielokrotnym medalistą Mistrzostw Polski w biegach na 400 i 800m. W trzeciej klasie gimnazjum i ja trafiłem pod skrzydła Pana Daniela, na krótko, bo kilka miesięcy, ale był to czas bardzo wartościowy, a nauka jaką wyniosłem z tamtych czasów owocuje do dziś. Ale od początku – jak i po co trafiłem pod skrzydła Pana Daniela? Aby, to opowiedzieć, muszę podzielić jednym z marzeń, które powstało i towarzyszyło mi przez 3 lata gimnazjum. Może dla niektórych będzie to śmieszne, na niektórych nie zrobi wrażenia, ale ja chciałem trafić do szkoły i klubu lekkoatletycznego w Powodowie, gdzie mógłbym dalej trenować.
To była wyjątkowa szkoła, a w mojej okolicy jedyna słynąca z dużego poziomu sportowego, w którym sukcesy odnosiły dzieciaki z prowincji, małych wiosek takich jak moja. Dowodem na to, był mój kolega Roman, który pochodzi z tej samej wioski co ja. Podczas jednych z zawodów, jego potencjał sprinterski zauważył trener i zaproponował mu dołączenie do klubu oraz naukę w szkole. A Roman przez kolejne trzy lata przywoził medale z Mistrzostw Polski. Tak rodziło się we mnie pragnienie znalezienie się w tej szkole, w tym klubie i kontynuowania tego, co sprawia mi tyle satysfakcji i radości.
Pewnego dnia (pamiętam, że to był marzec) przed rozpoczęciem lekcji wf’u, Pani wyczytuje imiona i nazwiska 4 osób. Byłem wśród nich. Kontynuowała, że naszą czwórką jest zainteresowany trener ze szkoły w Powodowie. Tak, tej szkoły 🙂 Pamiętam, że się tylko uśmiechałem, ale w głębi krzyczałem z radości. Naszym poczynaniom trener przyglądał się na ostatnich zawodach lekkoatletycznych i chciałby, abyśmy pojawili się w Powodowie 1 maja na Mitingu Otwarcia Sezonu Lekkoatletycznego i wystartowali w swoich dyscyplinach i swoich dystansach. Wiedziałem, że będzie trzeba pokazać się z jak najlepszej strony i poćwiczyć, bo na mitingu czekał mnie dystans 1000m, gdyż tylko taki tam rozgrywano. Widząc postępy mojego kuzyna długo nie czekałem i udałem się z prośbą do Pana Daniela. A dzień ten pamiętam jak dziś – słoneczny 21 kwiecień (moje imieniny ;)), byłem na turnieju piłki nożnej jako rezerwowy i robiłem wszystko, żeby nie grać lub grać jak najmniej, bo po południu byłem już umówiony na pierwszy trening biegowy.

Jak wyglądał mój pierwszy treningu? Czego ważnego nauczyłem się od pierwszego trenera? Jak wypadłem na mitingu? A tego już się dowiesz w następnej części, na którą już dziś Cię zapraszam. Śledź bloga i profil na fb, już niedługo ciąg dalszy.


PODZIEL SIĘ

11 Comments

  1. Hej, Oczywiście jest w tym artykule coś fascynującego. Ta strona spadła mi z nieba 😉

  2. Super, że dodajesz nowe teksty. Twój styl jest niezwykle ciekawy.

  3. Akapit napisany znakomitymi wypowiedzeniami. Nie żałuje poświęconego czasu na odpoczynek.

  4. Na reszcie ktoś dotknął ten temat. Dobry artykuł.

  5. Profesjonalnie tudzież wyraźnie opowiedziane. Dobry wpis!

  6. Pierwszorzędny komentarz, ułożony wyrazistymi określeniami.

  7. Łucja Kowalczyk

    13 stycznia 2016 at 00:02

    Te nowe artykuły ogromnie dużo mnie wyedukowały. Jestem ciekaw co i kiedy zamierzasz napisać. Zamierzam odwiedzać Twój blog.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 MentalRunner

Theme by Anders NorenUp ↑