MentalRunner

#FeiferTrenuje

Część 4. Koniec licealnych romansów. Czas na poważniejsze decyzje.

Podsumowanie mojego 3-letniego romansu. Ciąg dalszy.

DSC_0458b

Pamiętam, że jak już byłem u kresu mojej edukacji w liceum, to zaczynałem analizować te 3 lata trenowania „lekkiej” i nie zabrakło myśli typu: co byłoby gdybym nie załapał kontuzji? – może dziś byłbym znanym średniodystansowcem lub nawet długodystansowcem?! W końcu trenowałem, a nawet początkowo wygrywałem z Szymonem Krawczykiem, który dziś jest czołowym średniodystansowcem w Polsce!  Co byłoby gdybym od początku trenował sprinty? – może wyniki miałbym dużo lepsze? Te ostatnie pytanie zadałem pewnego razu pani, która uczyła mnie wf’u (tej  pani z części 1 ;)), a Ona na to: „Bartek, nigdy nie żałuj tego co już przepracowałeś i doświadczyłeś, bo nigdy nie wiesz, czy kiedyś to Ci się jeszcze nie przyda!” Ta sama Pani powiedziała kilka miesięcy później jeszcze jedno zdanie, które mogę cytować, bo pamiętam je doskonale: „Bartek, w dzisiejszych czasach nie ma miejsca na skromność – musisz się chwalić!” – chodziło o wyniki w sporcie i powiedziała to do mnie chwilę przed tym jak miałem zaprezentować swoją osobę jako absolwenta szkoły w Powodowie, w gimnazjum do którego uczęszczałem. Od tego czasu „pozytywne chwalenie się” mam już w nawyku 😉

Chcąc dorzucić coś jeszcze do podsumowania mogę powiedzieć, że właśnie te 3 lata były solidnymi fundamentami do tego, abym później mógł rozwijać i kontynuować pasję biegania. Dwa lata temu usłyszałem ciekawe pytanie: „Bartek, jak to jest, że z 26 osób, które uczęszczały do klasy sportowej, każdy trenował, ale na dzień dzisiejszy tylko Ty biegasz?” To Pytanie dało mi do myślenia i odpowiedziałem, że może trafili do złej szkoły, albo to nie był ich wybór. Coś w tym jest. Mnie nikt nie musiał namawiać. Aczkolwiek uważam, że prędzej czy później większość zacznie biegać – tzn. mam taką nadzieję 😉 Ok, wracamy do przeszłości.

Odpowiedź na pytanie czytelnika

Po zamieszczeniu ostatniej części, dostałem pytanie w komentarzu na profilu FB. Czy nie żałuję, że nie próbowałem jakieś innej dyscypliny. Odpowiedź – tak, była jeszcze jedna dyscyplina, którą uprawiałem równolegle z bieganiem, a nawet przez chwilę miałem dylemat co wybrać! Grałem w tenisa stołowego. Do gry wciągnął mnie mój kuzyn, który grał na wysokim poziomie w klubie, a ja byłem dla niego dobry partnerem do trenowania, gdyż byłem leworęczny tzn. jestem cały czas, a nawet zdradzę więcej – jestem „lewostronny” 🙂 coś takiego zdiagnozowano u mnie, kiedy niektórzy nauczyciele chcieli mnie na siłę uczyć pisać prawą ręką. Okazało się, że mam bardziej rozwiniętą lewą półkulę mózgu i lewą nogą kopałem piłkę, lewe oko dominujące itp. Ok, wracam do tenisa. Nie byłem łatwym przeciwnikiem, bo byłem szybki, a moja lewa ręka jeszcze bardziej – ciągle powtarzał mi to mój pierwszy instruktor, który potrafił mnie ograć mając ponad 60 lat. Jeździłem na szkolne zawody, jednak zawody nie oddawały tego, co potrafiłem robić na treningu. Brakowało mi jeszcze pewności siebie tzw. „ogrania”. Jednak bieganie wygrało, a w tenisa grałem  raz na jakiś czas.

Wsparcie?

„Niebawem zrozumiesz, że to, co dziś wygląda, jak poświęcanie się, okaże się zamiast tego najwspanialszą inwestycją, jaką kiedykolwiek zrobisz.”

– Gorden B. Hinkley

Chcąc napisać o wsparciu powinienem napisać o rodzicach, ale  niewiele mam do napisania. Moi rodzice o tym wiedzą. Rozmawiałem z nimi o tym i mogę pisać bez kolorowania. Bieganie to była i jest moja bajka. Rodziców to tak mocno nie interesowało i nie widzieli w tym nic wartościowego i przyszłościowego – z resztą kilka lat temu, kto tak nie myślał!? Często wspominam ten okres jako: „rodzice vs. ja i bieganie”.

Jeśli chciałem lepsze buty lub strój do biegania, to musiałem czekać na gwiazdkę lub urodziny lub mogłem sam zapracować na kupno sprzętu – całe szczęście bieganie nadal jest najtańszym sportem 😉 W mojej wiosce otwarto betoniarnie, w której mogłem sobie dorabiać w weekendy i wakacje, a w jedną noc byłem w stanie przeładować kilka ton bloków,  wstając o 2 w nocy i wracając nad ranem. Nie było łatwo, ale 70-100 zł byłem w stanie zarobić.  Wsparcie finansowe nie było dla mnie jednak tak ważne jak obecność na zawodach. Wiele razy prosiłem, aby przyjechali pokibicować, zobaczyć jak biegam – chyba wierzyłem, że zrozumieją po co to robię. Kilka razy nawet udało mi się ich namówić. Cieszę się, że dziś mogę na nich liczyć częściej. Kiedyś miałem im za złe ten okres, że nie wspierali mnie tak jakbym tego chciał, że nie byli tak jak inni rodzice, ale mimo wszystkich kłótni z moim tatą i złości na niego, to jestem dziś w stanie zgodzić się z jednym co mi powiedział: „Bartek, nie pomagaliśmy Ci tak, jak inni rodzice swoim dzieciom, ale zobacz ile się sam nauczyłeś, ile sam dokonałeś. Wiesz, że robisz to dla siebie.” Mniej więcej taki był sens i była to wypowiedź z cyklu: „mój tata dużo nie mówił, ale jak mówił to poważnie”. Może się tłumaczył, ale już tego nie oceniam. A może jest to też poniekąd odpowiedź dlaczego nadal biegam?! Dziś cieszę się, że wyszło jak wyszło, że walczyłem i sobie poradziłem. Inwestowałem sam w siebie i dziś wiem, że była to najlepsza inwestycja, jaką kiedykolwiek zrobiłem. Zdobyłem wiele nowych umiejętności, które pomagały mi w dalszych przygodach, które czekały na mnie po zakończeniu liceum. Usamodzielniłem się. Nabrałem więcej pewności i wiary w siebie.

Co dalej? 

Nigdy nie zapominaj, że wystarczy jeden człowiek albo jedna myśl, żeby zmienić Twoje życie na zawsze.

H. Jackson Brown, Jr.

W 3 klasie liceum, podczas lekcji wychowawczej, wychowawca – trener – pytał każdego z osobna kim chce zostać? co chce robić po szkole? Odpowiedzi były różne. W większości kontynuacja edukacji na studiach wychowania fizycznego. Zbliżała się moja kolej, a ja zbyt wiele opcji nie miałem, a w dodatku moja odpowiedź była zupełnie odmienna. „Bartek, jakie Ty masz plany po szkole?” – zapytał trener, a ja odpowiedziałem: „chce zaciągnąć się do armii i zostać zawodowym żołnierzem”. Większość była w szoku, niektórzy się śmiali, bo myśleli że żartuję, ale najbardziej obawiałem się reakcji trenera, bo wcześniej wspominał, abym porozmawiał z rodzicami o dalszej nauce na studiach AWF, gdzie mógłbym jeszcze kontynuować trening. Niestety rozmowa z rodzicami nie skończyła się pozytywnie i studiowanie odpadało. Reakcja trenera? – zaskoczyła mnie – powiedział coś w stylu, że jest to bardzo dobry kierunek, przyszłościowy i ja się tam nadaje według niego, a na koniec dodał, że to była jedna z lepszych odpowiedzi. Pewnie zastanawiasz się skąd u mnie taki pomysł? To nie były te czasy, kiedy wojskowi z WKU jeździli po szkołach i siali propagandę, zachęcając młodych do wstąpienia w szeregi armii. Te czasy były kilka lat później, kiedy służba była nieobowiązkowa. Prowokatorem mojej decyzji był ojciec, który był w wojsku, spędził tam 3 lata i wrócił do cywila ze stopniem starszego kaprala. To jego opowieści o wojsku, o nauce dyscypliny i porządku. Powtarzanie, że każdy facet powinien przez to przejść, że nie wyobraża sobie, abym i ja nie przeszedł przez szkołę wojska.

Prawda była taka, że decyzję zmieniłem jeszcze dwa razy, ale o tym opowiem już w 5 części.


Podziel się

1 Comment

  1. Może i rodzice Cię nie wspierali tak bardzo, ale zobacz jaki silny charakter masz przez to ! Pozazdrościć 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2018 MentalRunner

Theme by Anders NorenUp ↑

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress