MentalRunner

#FeiferTrenuje

Część 24 i …ostatnia!

DSC_1237

Od 1 marca byłem już cywilem. Z wojskiem się rozliczyłem i pożegnałem. Czułem coś dziwnego. Jakbym zwrócił sobie wolność, uwolnił się od czegoś, co mnie ograniczało i z każdym porankiem, kiedy się budziłem bez stresu zdawałem sobie sprawę ze słuszności mojej decyzji. Jednak trzeba było coś zacząć robić, czymś się zająć, do pracy pójść. Na odchodne z armii dostałem odprawę i wszystkie należności finansowe, dzięki czemu miałem z czego żyć przez najbliższe 3 miesiące. Miałem czas na planowanie, wymyślanie swojej nowej drogi. Nowego kierunku.

dsc_0158_poznanbiega_pl

Dekoracja Grand Prix Wielkopolski na 10km za sezon 2013.  foto. PoznanBiega.pl

Co z bieganiem? Co z moim trenowaniem? Na chwilę cofnijmy się o dwa miesiące wstecz. Początek stycznia 2014. Wtedy dał o sobie jeszcze znać dobrze przebiegany  rok 2013. Zająłem 3 miejsce w klasyfikacji generalnej w Grand Prix Wielkopolski w Biegach na 10km i 2 w kategorii wiekowej. Dla mnie ogromny sukces. Wystarczyło, że pobiegłem w 6 biegach na 10 i to w pierwszym roku po wypadku. Później otrzymałem dwie nominacje na sportowca roku 2013, pierwsza nominacja z większej gazety o zasięgu wojewódzki, a druga bardziej lokalnym. Cieszyłem się, że zostałem zauważony, a moje starania powrotu do biegania docenione.

DRO_8381

Plebiscyt tygodnika Na Temat  „sportowiec roku 2013 „

A skoro się już cofnęliśmy w czasie, to teraz inny aspekt, którym się zajmowałem w tamtym czasie – książka 🙂 Pod koniec 2013 niby, że „tylko dla siebie, że nie chcę się wychylać z tym”, robiłem sobie prowizoryczne rozdziały, później zaczynałem wszystko składać w całość, pisać przemyślenia, szukać więcej, aforyzmów, materiałów, aż zdałem sobie sprawę, że muszę coś z tym zrobić, że już powiedziałem „A”, a teraz muszę powiedzieć „B”. Napisałem do trzech wydawnictw i wyszło na to, że wszystkie były zainteresowane. Wybrałem jedno i nie było już odwrotu. Tak powstało najpierw w mojej głowie, a później materialnie w postaci książki –  „Zwycięstwo to sposób myślenia”. Jednego dnia byłem dumny ze swego dzieła, a drugiego chciałem wszystko przerabiać, bo nic mi się nie podobało. Większość kreatywności odwiedzała mnie późnym wieczorem, a raczej nocą około 24-2 w nocy. Albo czasami tuż po wieczornym bieganiu między godziną 22 i 23.

Bartosz Feifer 2Nawet nie wiesz, ile kosztowało mnie  to nerwów! Nie piszę teraz o samym tworzeniu tej książki, bo to było łatwe, przyjemne, w porównaniu do jednej myśli: „Co pomyślą inni?” Z jednej strony odzywał się ten słabszy Bartek: „kim Ty jesteś, żeby pisać, wydawać książkę!? Chwalić się! Mówić co jest dobre, a co złe! Jak się powinno myśleć, żyć!”. To mnie gryzło, ale wtedy szybko wychodziłem biegać i byłem na to gotów. Bo w biegu dominują pozytywne emocje, bo z nimi kojarzę właśnie bieganie i tutaj się reanimowały moje plany, cele, marzenia. Jak? Dialog wewnętrzny, to o czym już pisałem w poprzednich częściach. To był okres kiedy gadałem do siebie, ze sobą, bardzo wiele. Tylko pozytywnie! No chyba, że łapał mnie leń, odwlekałem pisanie, wysłanie czegoś do wydawnictwa – wtedy był zimny prysznic, opieprz, zrypka, zjebka samego siebie, nawołująca do wzięcia się w garść i do roboty! To było i jest skuteczne. Wtedy też przypominałem sobie wszystkie argumenty, powody, dla których powinienem zrobić to, co planuję. Wracałem silniejszy. Pewny siebie. No właśnie pewny siebie, to jest określenie, które odbudowywałem wtedy. Było stłumione, myślę, że praca w wojsku nie sprzyjała jego rozwojowi, bo tam nie ma miejsca na indywidualności, na wychylanie się z szeregu. Teraz musiałem się wychylić i to bardzo. Chłopak ze wsi, nie skończył żadnej szkoły wyższej, geniuszem w szkole nie był, zdolności polonistycznych też nie przejawiał, a problemy z ortografią nie wskazywałyby, że powinien brać się za pisanie i wydawanie książki – nawet książki z aforyzmami. To była negatywna myśl, która się pojawiała sporadycznie i tłumiłem ją skutecznie. Pozytywna jak brzmiała? – Pieprzyć to, co o mnie ktoś pomyśli! Spełniam swoje marzenia, realizuje swoje pomysły, wydawnictwa chcą to wydać, ludzie chcą znać historię, chcą znać moje sposoby, moją motywację, bo widocznie tego potrzebują, a ja mogę im to dać, przekazać. Główna myśl: „mogę komuś pomóc”! Jeśli nie wydam tego 1000 książek, to nikomu nie pomogę, nikt się nie dowie. No może kilka osób z bliskiego środowiska, które dowiedzą się od ciotki, wujka, kolegi. Nie chciałem myśleć tak lokalnie. A jeśli wydam te 1000 książek i pomogę 1 osobie,  a może kilku osobom? Wiedziałem, że trzeba działać. Książka była gotowa do druku w marcu, teraz jeszcze fundusze! Wiele osób odmówiło mi pomocy, ale znalazłem oparcie w lokalnych władzach, dwóch kolegach, którzy rozkręcali swój biznes, a mimo wszystko  ratowali wydanie mojej książki (Piotrek, Artur – dzięki). No i moje największe pozytywne zaskoczenie – portal Bieganie.pl, a dokładnie Adam Klein (redaktor naczelny). Bez nich byłoby bardzo ciężko. To oni mi zaufali, wsparli w dużej mierze wydanie jak i promocję książki (Adam, jeszcze raz wielkie dzięki).

Maj/czerwiec 2014 roku.

10368223_554983494621248_8380417237041373260_n

W księgarniach pojawiła się książka i od tego czasu zaczyna się nowa historia. Przestałem być anonimowy. „wychyliłem się” 😉 Konsekwencje? Zacznę od pozytywnych. Nie było chyba miesiąca, aby ktoś do mnie nie napisał, ktoś kogo zupełnie nie znam, bo większość pisze do mnie z drugiego końca Polski. Opowiadają swoją historię, dziękują za inspiracje, za aforyzmy. Wystarczyła mi pierwsza taka wiadomość, aby czuć satysfakcję 🙂  Później pojawiły się zaproszenia do szkół, spotkania z młodymi sportowcami, a nawet osobami niepełnosprawnymi. Chciałem wykorzystać swoją historię najlepiej jak tylko mogłem i czułem, że idę w dobrym kierunku. Konsekwencje negatywne? – nie było i nie ma takich 😉 1Pod koniec czerwca na spotkaniu autorskim, promocji mojej książki w Wolsztynie, który wtedy zamieszkiwałem, zdradziłem swoje plany dotyczące przyszłości. Własna działalność gospodarcza, prowadzenie zajęć sportowych, rekreacyjnych, treningów biegowych. Już wtedy stworzyła się mała grupka ludzi, która chciała się ze mną spotykać na wspólnych treningach, a ja czułem się z tym dobrze, skoro mogłem komuś pomóc i jeśli dla kogoś moje rady i wskazówki były wartościowe.

W lipcu, wyjechałem w góry na kolonię jako opiekun. Ze względu na uprawnienia byłem odpowiedzialny za sport podczas tego pozornego „wypoczynku”.

Sierpień jeszcze potraktowałem wakacyjnie, ale po cichu przygotowywałem się na wrzesień, bo trzeba było rozpocząć realizację swoich celów związanych z pracą.

Wrzesień 2014 roku. Start Akademii.

DSC_0275

Zajęcia biegowe w Wolsztynie. 

To było trudniejsze niż myślałem. Oferty, miejsca prowadzenia zajęć, współpraca, księgowość, papierologia, reklama…było co robić! Wrzesień mijał, a Akademia się rozwijała, nie tak jak chciałem, ale się coś działo. Moim założeniem była praca w Wolsztynie, ale jak na złość, akurat tutaj dziać się nie chciało! Dostałem propozycję z innych pobliskich miast, a nawet z Poznania. Z czasem i mój Wolsztyn ruszył, a szczególnie grupa biegowa – jeszcze w 2014 roku, na jednych z zajęć pojawiło się 30 osób! Oprócz zajęć biegowych prowadziłem zajęcia Core Stability, czyli stabilności ogólnej.

10422078_731761063545398_3642682435402581842_n

15806_731764846878353_5841415566019223372_n

Zajęcia biegowe w Sławie. 

Mój projekt się rozwijał. Ale trochę w tym wszystkim zapomniałem o sobie. Biegałem, ale  nie byłem wystarczająco skupiony, mimo wyznaczonych celów, planów, po prostu nie szło tak jak chciałem i prawie cały rok 2014 nie wspominam zbyt dobrze pod kątem moich biegowych wzmagań. Było o książce, pracy…teraz będzie o bieganiu. I wybacz, ale znów przeskoczę na początek roku 2014 i pokrótce opiszę, co moja forma biegowa reprezentowała, albo czego nie reprezentowała 😛

Bieganie w 2014.

1912330_770967442932611_1741546630_n

Bieg Górski 10km  Leszno – Grzybowo 2014. 

Swoje przygotowania przesuwałem, opóźniałem i nie mogłem złapać rytmu i motywacji z roku 2013. Porządny, poukładany trening ruszył pod koniec stycznia. W lutym wystartowałem w biegu górskim w Lesznie i…i prawie opuściłem trasę biegu! Nie zdarza mi się to często, a nawet jeszcze nie miałem takiej sytuacji, a chęci tylko raz (Maraton Komandosa, który opisywałem wcześniej). Teraz nogi miałem całe, ale nie byłem przygotowany fizycznie na taki wysiłek. Bieg na 10km, ale teren i narzucone tempo mnie zniszczyło, gdzieś na 6km chciałem przejść do marszu i zejść. Jęczałem ze zmęczenia i nie miałem siły nawet gadać do siebie. Ale przetrwałem i ledwo obroniłem dobrą, 7 pozycję w klasyfikacji open z czasem 38:05. To był znak, że trzeba się brać do roboty.

image0844

Maniacka Dziesiątka, Poznań 2014.  foto maratony24.pl

Kolejny start to 10km w Poznaniu, Maniacka Dziesiątka. Pogoda nie była łaskawa, a w końcu mieliśmy marzec. Czułem się jeszcze nie w formie, dopiero wchodziłem w trening i nie liczyłem na super wynik. 34:54 – tyle wykręciłem i myślałem, że jest to zapowiedź udanych startów na wiosnę.

Początek kwietnia, tradycyjnie – Bieg Sokoła w Bukówcu Górnym na 15km. Bieg prawie „u siebie”. Czułem się na mocny bieg, nakręcałem się i…i nie wyszło. Znów zaszalałem z tempem, próbowałem się oszukać, że mogę wytrzymać i na 10km dopadła mnie ostra kolka na zbiegu. Myślałem o zejściu, bo przecież było już po wyniku. Ledwo złamałem 56 minut, gdzie rok temu pobiegłem 53 minuty. Tydzień później 10km na Orlen Warsaw Marathon. Pojechałem chory, ale 34:53 wycisnąłem z siebie – pewnie dlatego, że jeszcze nie brałem udziału w tak wielkim biegu. Dwa tygodnie później kolejny start na 10km, tym razem w Gostyniu. Chciałem zebrać kilka startów, aby załapać się do klasyfikacji Grand Prix Wielkopolski na 10km. Wynik 35:18 nie cieszył mnie i miałem nadzieję, że w maju dojdzie do przełamania.

  orlen--mor14d_02_mp_01-mor14d_02_mp_20140413_090358

Maj to dwa starty na 5 i 10km. 3 maja Bieg Konstytucji w Warszawie na 5km i ciężko wywalczone 16:57. 11 maja bieg w Swarzędzu na 10km, kolejny bieg do Grand Prix i czas 35:02 – niby progres, ale czułem się jakbym biegł na życiówkę. Szukając przełamania tydzień później pobiegłem w Gnieźnie kolejne 10km z czasem 35:11 ciągle równo, ciągle to samo uczucie bezsilności na końcówce, a start docelowy był blisko. 25 maja mały bieg na 5km w przełaju na przetarcie i 1 czerwca – Wolsztyńska Dziesiątka. To nie był mój dzień, to nie to, co czułem rok temu, kiedy stałem na starcie po raz pierwszy. Presja była duża. A ja czułem, że moje bieganie nie jest takie jakbym chciał. Czas: 34:58 miejsce w pierwszej dziesiątce, nie ma życiówki, a taki był cel. Potrenowałem jeszcze na podtrzymanie dwa tygodnie, bo startowałem drużyną w sztafecie Ekiden w Poznaniu i przyszedł czas na odpoczynek i przemyślenia.

45949-BKM14-4676-5-000101-bkm14_01_sch_20140503_111740 Warszawa 2014, Bieg Konstytucji 3 maja

biegi_2014_aparat_3b_31

Wolsztyńska Dziesiątka. 2014

Czerwiec – kilometraż: 135km, lipiec – 165km. Grałem w kosza, jeździłem dużo rowerem, a na mocny trening przyszedł czas dopiero z początkiem sierpnia, a do czego? – Poznań Maraton w październiku. Mało czasu, ale czułem, że stać mnie z wcześniejszego treningu pobiec na życiówkę, a może nawet pokusić się o realizację snu numer 3 😉 czyli 02:49:50. Przygotowania nie szły zbyt dobrze, zaniedbałem długie wybiegania i biegi w drugim zakresie. W połowie sierpnia wystartowałem treningowo na 12km w Osiecznej, a pod koniec miesiąca w Nowym Tomyślu, który również zaliczał się do GP WLKP. Czas: 35:55 – niemoc, brak walki na trasie. Nic nie szło.

DSC_2026 (1)

Miałem nadzieję, że jest to oznaka odmiennych przygotowań do maratonu, że nad szybkością przecież nie pracuję, ale trochę się oszukiwałem. W sierpniu wybiegałem 320km i liczyłem, że we wrześniu podratuje sytuację. Jednak podratowanie się nie udało. Byłem przemęczony, bo wrzesień był miesiącem, w którym ruszyłem z moją działalnością, organizowałem zajęcia biegowe dwa razy w tygodniu, wyjeżdżałem do innych miast prowadzić treningi + weekendowo dokształcałem się, biorąc udział w szkoleniach. Poznawałem co to znaczy „pracować u siebie”. Wszyscy zaczynali wróżyć, jak teraz moje wyniki biegowe poszybują…w dół, a ja zaczynałem rozważać rezygnację z maratonu, zaczynałem się bać. Ale zaryzykowałem. Tydzień przed maratonem pobiegłem treningowo w Rakoniewicach. Zrobiłem bieg z narastającą prędkością i nawet dobrze wyszło – 35:35!

DSC_3940 (1)

Rakoniewice Dycha Drzymały 2014

12 października 2014 roku. Poznań Marathon.

1016558_655727797878885_155618910077236470_n

DSC_0287

Dzień weryfikacji. Miałem swój plan na ten bieg – 2:49:50. Wszystko rozpisane, ale chwilę po starcie zapomniałem o tym. Zobaczyłem grupkę znajomych i podbiegłem do nich, biegli na złamanie 2:50 – pomyślałem lecę z nimi. Po 5km ich tempo nie było na złamanie 2:50, ale raczej na 2:46. Odpuściłem jednak trudno było mi wyhamować. Po 3:55 – 3:57/km biegłem z mniejszą grupką ryzykując wiele. Półmetek w 1:24 i jeszcze szło całkiem nieźle. Dopiero od tego momentu postanowiłem zacząć jeść – banan, czekolada + izotonik. Była ściana? – była, dopadła mnie na 27km. Nogi zrobiły się cięższe. Tempo biegu spadało już do 4:05 – 4:11/km. Walka. Stękałem, jęczałem. Przeceniłem swoje możliwości i byłem na siebie wściekły. Ostatnich 3 km nie pamiętam, tak jak wbiegnięcia na metę i tego, co mówiłem do mikrofonu, kiedy udzielałem odpowiedzi na pytania komentatora. Ale zostałem nagrodzony butami – to pamiętam 😉 a czas? – 2:51:35… Życiówka! – 4 minuty urwane, ale sen niezrealizowany, a szansa była. Mam ciągle niedosyt i mam zamiar się z tym rozprawić niebawem.

55235-MPO14-3730-42-000101-mpo14_01_rkl_20141012_115124

10530910_655727801212218_3799784188074529264_n

Co było dalej? Chyba nastąpił ten przełom, na który czekałem cały rok.  Musiałem zdrowo się na siebie wku…wkurzyć się musiałem ;), bo nie lubię jechać na bieg, będąc nieprzygotowanym i te błędy, których na maratonie było sporo. Miałem zamiar jeszcze dobrze zakończyć ten rok i zdrowo wziąć się za swoją formę, aby 2015 był wyjątkowy i przełomowym. Dwa tygodnie później pobiegłem w Warszawie w Praskiej Dyszce 34:51 i jak się okazało, to była moja najszybsza dycha w tym roku! 11 listopada miałem pobiec ostatni bieg w GP Wlkp na 10km, ale zrezygnowałem na rzecz biegu w Wolsztynie, u siebie, gdzie zająłem 2 miejsce i poczułem znów moc. Jak się okazało, gdybym pobiegł w Luboniu około 35:20, zająłbym znów 3 miejsce w klasyfikacji open, ale przegrałem 7 sekundami 😉 Na pocieszenie przypadło podium w kategorii wiekowej 😉 Na koniec Bieg Sylwestrowy w Lesznie, gdzie w mrozie 7km potrafiłem przebiec po 3:30/km.

DSC05368

Warszawa 2014, Praska Dycha

2014 rok w liczbach. Podsumowanie:

– 3050 kilometrów biegania.

– 305 kilometrów rowerem.

– 147 kilometrów na orbitreku.

– 58 godzin ćwiczeń siłowych i wzmacniających.

– 20 startów w biegach

– 277 dni treningowych

– 244 dni biegowe

– 88 dni wolnych.

Meta B niepo

Wolsztyn 2014, Bieg Niepodległości 11 listopada.

To, że przełom się wydarzył, to już możesz wiedzieć po tym, co się działo w 2015 roku. Wcześniej jednak musiałem wprowadzić kilka zmian. Myślałem, że jestem zdyscyplinowany, ale jednak nie byłem. Po maratonie w Poznaniu  wprowadziłem do tygodniowego planu trening Core Stability (prowadzę te zajęcia 3 razy w tygodniu, a więc wykorzystuję ten czas właściwie), poświęciłem więcej uwagi rozciąganiu i treningowi motorycznemu, technice i sile biegowej – tutaj też nie było problemu z czasem, bo trening o takim charakterze prowadzę raz w tygodniu dla biegaczy Akademii. Dorzuciłem do tego długie wybiegania i trening obwodowy (siłowy), zachowując przy tym wszystkim regularność. I przede wszystkim byłem inaczej nastawiony, skupiony i zaangażowany. Tego brakowało w prawie całym 2014 roku. Zawirowania związane z pracą, otwieraniem działalności i szkolenia, zdobywanie dofinansowania, wydawanie książki – było tego sporo. Rok 2014 kończyłem w bardzo dobrym nastroju, oprócz dobrej formy biegowej, wyprowadzania siebie na prostą , dzień przed wigilią dostałem wiadomość od przedstawiciela firmy…tak, od Asics’a 🙂 Tworzyli projekt na 2015 rok i zaproponowali mi dołączenie. Miałem być jednym z Frontrunner’ów, to coś na wzór ambasadora. No i zostałem. A „dlaczego ja”? 🙂 Może ten maraton w Poznaniu, gdzie rozpoznał mnie komentator, który znał moją historię, książkę i trochę to nagłośnił na mecie. Może sama książka, którą promowało Bieganie.pl i było też przez chwilę głośno. Projekt Akademii Biegowej i to że rozpocząłem pracę z innymi biegaczami, też mógł być powodem. Wszystkie te wydarzenia miały na to wpływ 🙂 Ja miałem potwierdzenie, że mój powrót do biegania, obranie nowej drogi i podjęte decyzje były dobre i mają większą wartość niż się spodziewałem. Kolejne powody, aby stać się lepszym. Motywowała mnie Akademia i uczestnicy zajęć, bo chcąc nie chcąc stałem się dla nich autorytetem, „trenerem-instruktorem”, a zostanie Frontrunner’em podkręciło moją motywację na jeszcze wyższy poziom.

DSC_0067

Jak na fali, raz wyżej, a raz niżej. 2013 – wysoko. 2014 przez chwilę niżej, aby w 2015 wskoczyć dużo wyżej. Tak wygląda proces. Tak jest w treningu i trzeba umieć sobie z tym radzić. Ja przez chwilę nie przyjmowałem tego do wiadomości, ale dziś wiem jak do tego podchodzić. Zapominam, że kilka lat wstecz miałem wypadek, nie chodziłem, nie biegałem, a kiedy przypomina sobie o tym, zaczynam wszystko widzieć inaczej, z dystansem, a to, co robię sprawia mi jeszcze więcej szczęścia i satysfakcji. I znów wszystko sprowadza się do cierpliwości i wytrwałości – tego właśnie wymaga trening biegowy. Co działo się i co dzieje się w 2015 roku, to już wiesz, albo możesz się dowiedzieć się z wcześniejszych wpisów na blogu. Kolejnej części nie będzie, ale historia nadal trwa 🙂 Mam jeszcze jeden sen do realizacji – maraton, a później mnóstwo marzeń i nowych celów. Będę pisał o tym dalej. Dzięki, że byłeś ze mną przez te 24 części, 24 tygodnie moich opowiadań 🙂 Ja chciałem o tym wszystkim opowiedzieć. Tylko tyle. Jeśli kogoś zainspirowałem, zmotywowałem, skłoniłem do przemyśleń, pozytywnych zmian, to bardzo się cieszę 🙂

Pozdrawiam

MentalRunner Bartek.


Podziel się

5 Comments

  1. Na pewno zainspirowałeś mnóstwo osób! Super pomysł z tymi odcinkami, niczym dobra telenowela tyle, że ta historia ma sens 🙂
    Liczba wyświetleń się zgadza?

    • mentalru_runner

      6 grudnia 2015 at 18:49

      Bardzo dziękuję 🙂 Liczba wyświetleń w normie 😉 Najważniejsze, że misja zrealizowana – podzieliłem się tą historią z innymi i jeszcze nie skończyłem jej opowiadać, a już dostawałem wiadomości, że pomagam 🙂

  2. Zabieram się chyba 5 raz do napisania komentarza..piąty bo za każdym razem wydaje mi się, że słowa które napiszę nie będą w stanie oddać tego co czuję po przeczytaniu wszystkich rozdziałów.
    Jestem rozłożona na łopatki. Sama biegam, biegałam..bo od roku rehabilituję nogę po kontuzji. Wydawało mi się, że mam problem ale 24 rozdziały to zmienią.
    Pozostaję pod wielkim, olbrzymim wrażeniem spisanych doświadczeń, siły i nieprzeciętnej determinacji. Mój 5letni syn nazwałby Cię superbohaterem..a też to zrobię! Jesteś moim motywatorem!

  3. Świetna historia, gratuluję determinacji 🙂
    Życzę wybiegania wielu sukcesów, radości z życiówek podopiecznych i realizacji w biznesie.

  4. W jedno popołudnie pochłonąłem wszystkie części. Historia jak z filmu 🙂 Dzięki !

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 MentalRunner

Theme by Anders NorenUp ↑