Goralodowa

Mamy styczeń 2012 roku. Chodzę już o kulach, rehabilituję się i czuję się coraz silniejszy. Ale jedna rzecz wciąż pozostaje bez zmian – nie mam zrostu w złamaniach i nie mogę posuwać się z rehabilitacją naprzód tzn. obciążać prawej nogi i powoli myśleć o odstawianiu kul. Dręczyło mnie to.

Lekarze początkowo nic nie zapisywali, więc na własną rękę udawałem się do apteki  kupowałem wapno i witaminę D3. W domu mama swoimi, domowymi sposobami dbała, aby kości szybciej się zrastały. Teraz uważaj! – podawała mi zmielone w proszek skorupki jajek! Zazwyczaj w jogurcie naturalnym, który był wzbogacony o wit. D3, a później, kiedy mi zbrzydł, wcinałem magiczny proszek z monte. Ale to nie wszystko, na odbudowę chrząstki, która według lekarzy była w fatalnym stanie, mama serwowała mi… „mój ulubiony”…mniam…mniam… 😛 – galat z mięsem drobiowym i spore  ilości galaretki w różnych formach. Stałą zakąską stały się żelki oczywiście. Kiedy kończyły mi się witaminy, odwiedzałem zawsze tą samą aptekę która znajdowała się 5 kilometrów od mojej miejscowości.

Wdrapywałem się o kulach po stopniach, byłem nieporadny przy otwieraniu i zamykaniu drzwi i zamawiałem  znów te same leki i witaminy na odbudowę kości i ich szybsze zrastanie. Lecz tego dnia, stało się coś innego – Pani Farmaceutka zapytała mnie, co się stało i dlaczego tak długo trwa moje leczenie, opowiedziałem jej o wypadku i braku zrostu. W odpowiedzi usłyszałem: „nie powinnam może tego Panu mówić jako farmaceutka, bo lekarze w to nie wierzą i niech Pan swojemu też o tym nie mówi, ale próbował Pan kiedyś homeopatii? Jest niedaleko nas dobry homeopata, postawił na nogi sporo osób, a ja sama znam wiele przypadków. Dam panu namiary, może pan spróbować.” Chyba wyglądałem na niepewnego tych metod leczenia i szczerze tak się czułem, bo dostałem kartkę z namiarami na tego „znachora”, schowałem ją głęboko w portfelu i przez następne dwa miesiące nie sięgałem po nią.

Ludzi oceniają, robią to, a nie zdają sobie sprawy z tego jak bardzo się mylą w ocenie.  Ja się pomyliłem, bo oceniałem człowieka, który później wpłynął na zmianę mojego życia.

Marzec 2012. Musiałem  wybrać się autem do sąsiedniej wioski i złożyć  wizytę u zaprzyjaźnionego wulkanizatora Wiesława. Na takich krótkich trasach pozwalałem sobie jeździć już sam, mimo że chodziłem o kulach. Lekarz powiedział, że mogę próbować, jeśli dam radę wcisnąć pedał gazu. Dawałem radę 😉 Wiesiek jak mnie zobaczył, zamarł na chwilę, a później w jego oczach nagromadziło się kilka łez. Ucieszył się, że mnie widzi. Znaliśmy się wcześniej około 2 lata i widzieliśmy się 2 razy w roku – jesienią, kiedy zmieniałem koła na zimowe i wiosną, kiedy zmieniałem na letnie + może 1 drobna awaria. Jednak jak już przyjeżdżałem, to sporo rozmawialiśmy,  o wszystkim. Teraz nie było inaczej. Opowiedział mi, że słyszał różne historie i legendy o wypadku, że nawet w jednej nie żyłem, a w drugiej wywieźli mnie składać za granicę (tam gdzie Kubice składali po wypadku 😉 ).  Później ja musiałem dużo mu opowiadać i przyznam się, że lekko lamentowałem o tym, jak to mnie życie pokarało i że jest trochę beznadziejnie. I tutaj poznałem innego Wiesia, który zaczął mi opowiadać swoje dwie historie. Pierwsza była o tym, jak poważnie chorowała jego córka, jak jej życie wisiało na włosku, a on się załamywał, ale szukał pomocy i wsparcia wszędzie. Pielgrzymował, oddawał się modlitwie, jak mocno wierzył w cud.

Następna historia była o jego pracy i marzeniu. Pracował w firmie, która tak naprawdę nie dawała mu satysfakcji, nie rozwijała go. Jego marzeniem było mieć swój zakład wulkanizacyjny być szefem samemu sobie, lecz nie był wystarczająco silny na tak radykalne zmiany. Ale znów szukał pomocy, wskazówek,  co robić i pewnego dnia wpadła mu w ręce książka (nawet sam nie wie jak, ale na pewno nie przez przypadek), którą napisał Joseph Murphy  a tytuł jej brzmiał: „Potęga podświadomości”. Książka ogólnie pokazuje, jak działa nasza podświadomość i świadomość, jak można manipulować naszą podświadomością, programować ją i dzięki temu zmieniać nasze życie. Wiesiu kazał mi ją kupić, przeczytać kilka razy i wziąć na serio jej treść. Ostrzegał, że jak zacznę czytać, to wiele kwestii może być dla mnie śmiesznych np. mówienie do siebie przed snem, wypowiadanie regułek, afirmacji o tym, że jestem zdrowy, mimo, że jeszcze nie jestem zdrowy i jakie to super siły mnie uzdrawiają itp. Mówił: „przeczytasz ją uważnie, zastosujesz się do wskazówek, a zobaczysz jak to działa.”

potega-podswiadomosci-b-iext3889707

Mówił, że książka ta od kiedy  wpadła mu w ręce, zmieniła jego podejście do życia,  zmieniła jego nastawienie,  nauczył się myśleć pozytywnie. Stałem zdumiony, nie znałem go od tej strony, mówił o rzeczach, które znam trochę z moich aforyzmów, a On mówił to z takim przekonaniem, że chciałem też się tego nauczyć, spróbować wierzyć w to, w co On wierzy z tak dużą siłą. Oprócz wielu dobrych rad, które stawiały mnie do pionu, w głowie dźwięczał mi tytuł tej książki -„Potęga Podświadomości”. Pożegnałem się z Wiesiem, podziękowałem za pomoc, bo dał mi sporo nowych sił i impuls do jeszcze większego działania.

„W Twoim życiu pojawią się ludzie, koncepcje i możliwości, które pozostaną w zgodzie z Twoim dominującym sposobem myślenia.”

– Brian Tracy

Gdy pojechałem do domu, zdziwienie mnie nie opuszczało długo. Jak bardzo się pomyliłem wobec niego, jak mogłem go tak zaszufladkować  – człowiek, którego znam jakiś czas, nie podejrzewałem, że może mi jakoś pomóc w mojej sytuacji, bo przecież nie jest psychologiem, terapeutą, a tu nagle zaczyna mówić mi o jakichś wielkich prawach przyciągania, kreowania możliwości i próbuje mi uświadomić, że wszystko zależy ode mnie, a co najlepsze – nawet mój stan zdrowia! Od czasu wypadku, nikt mi takich rzeczy nie mówił, mówili tylko oklepane regułki, których w ogóle nie przyswajałem już od pierwszych dni w szpitalu, a brzmiały tak: „będzie dobrze – do wesela się zagoi”, „jesteś młody a to lepiej się zrasta wszystko”, „ciesz się że masz obie nogi”, , „ciesz się że masz cały kręgosłup” itp. Fakt, teraz jak na to patrzę, to faktycznie powinienem się cieszyć, że miałem władzę w nogach, że nie byłem sparaliżowany, ale wtedy było inaczej, byłem w innym stanie, patrzyłem przez inne okulary i widziałem inaczej niż wszyscy.

Wiesz co, to była jedna z większych lekcji w moim życiu. Doznałem przebudzenia, a bardzo potrzebowałem tego właśnie w tym czasie. Wyjeżdżałem od Wiesia pełen pokory, wdzięczności, podziwu, ciekawości, z mnóstwem pytań w głowie, ale najważniejsze – pełen nowej nadziei! Czułem, że w jednej chwili doszło do wielu zmian postrzegania mojej sytuacji przeze mnie samego, że to może być początek czegoś nowego – przełom.

Wróciłem do domu, w euforii wszystkim o tym opowiadałem, ale mało kto to wtedy rozumiał, a nawet nikt nie wiedział o czym mówię.  Tak się składało,  że następnego dnia jechałem na wizytę kontrolną do Poznania, więc wiedziałem, że zahaczę o Empik, aby kupić tą „magiczną” książkę przy okazji – i tak też zrobiłem, a jeszcze tego samego dnia rozpocząłem lekturę i wielkie odkrywanie tajemniczej podświadomości.

„Nic się nie dzieje przypadkowo, zawsze jest jakaś przyczyna i konieczność.”

– Platon

Musiałem opowiedzieć Ci historię o Wiesiu, bo jestem mu to winien, zasługuje na podziw i uznanie, a ja wiem, że będę mu wdzięczny do końca życia, za co? – za spotkanie na swoje drodze i naukę. Dzięki niemu jest ciąg dalszy historii z karteczką w portfelu, którą otrzymałem w aptece z zapisanym  kontaktem do homeopaty. Byłem pełen nowej, silnej nadziei i wiary, działałem.  Zaskakiwałem sam siebie, bo myślałem, że moja siła wewnętrzna, psychiczna  jest już na dobrym poziomie, że wróciłem do stanu z przed wypadku, że działam już najlepiej jak mogę, a tutaj odkrywam, że mogę czuć się lepiej, że jestem jeszcze bardziej silny i zdeterminowany. Czułem, jakbym wychodził ponad to, co „niby” zatraciłem wcześniej.

Zadzwoniłem, umówiłem się na wizytę i kilka dni później pojechałem do „Znachora”.  To była połowa marca 2012, a kolejny wpis będzie właśnie o nim i o nowych metodach leczenia,  jakie podejmowałem za jego pomocą. Kolejny człowiek, którego chyba musiałem poznać na swojej drodze.


Podziel się