MentalRunner

#FeiferTrenuje

Część 16. Rehabilitacja = Trening. Czas zacząć działać, bo bieganie czeka.

4524234264_16480d837d_o

„Nie jest trudno odbudować życie. Wystarczy zdać sobie sprawę , że mamy w sobie tą samą co dotąd siłę i używać jej z korzyścią dla siebie.”

– Paulo Coelho

 

17 października 2011r. Pierwszy dzień rehabilitacji.

Dostałem skierowanie na 10 dni zabiegowych. Czyli dwa tygodnie rehabilitacji. Na skierowaniu widniały dwie pozycje: pole magnetyczne + ćwiczenia w odciążeniu. Przypomnę, że mieszkałem wtedy na wsi, a  do najbliższego miasta miałem około 20km (Wolsztyn). Był też pomysł, abym znalazł się na jakimś oddziale, tak, abym nigdzie nie musiał dojeżdżać, bo generowało to spore koszty. Zawsze ktoś musiałby mnie zawieźć i pomóc mi na miejscu. Czas takiego wypadu do Wolsztyna to nawet 3h. Niestety,  oddziały były przepełnione i czas oczekiwania był przerażający. Czułem, że nie mam czasu, że nie mogę czekać, bo już dosyć czasu mi uciekło. Musiałem gonić.  Załatwiłem rehabilitację w miejscu, do którego chodziłem leczyć moją pierwszą kontuzję w czasach licealnych. Pierwszy raz zawieszono mnie na tzw. „ugulu” – wiesz co to? -to taka klatka metalowa w środku której stoi łózko, nad którym wiszą różne linki, uchwyty itp. Do linek można mocować obciążenia i tam takim obciążeniem były woreczki o różnej wadze (chyba z piaskiem). Działa to wszystko na zasadzie dźwigni, tak jak na siłowni ćwiczysz np. na atlasie – maszynach i chcesz wyciskać jakiś dany ciężar, to musisz najpierw zahaczyć obciążenie,  które chcesz podnosić, a resztą zajmuję się już fizyka i proste przełożenie. Ja na początku nie miałem żadnego obciążenia, najpierw musiałem się po prostu rozruszać, bo mój zakres ruchu w stawie biodrowym był fatalny. Ubytki w obwodzie prawego uda i łydki prawej nogi były widoczne gołym okiem i wynosiły 2-4cm, w porównaniu do nogi lewej. Już pierwszego dnia fizjoterapeuta powiedział mi, że czeka mnie dużo pracy i ćwiczenie, tylko raz dziennie, to stanowczo za mało jeśli chcę wrócić do sprawności szybko. Pokazano mi, co mam robić, jak ćwiczyć i jaki sprzęt może mi się przydać. Kiedy wróciłem do domu, odpaliłem komputer i zamawiałem wszystko, co potrzebne. Piłka, mata, taśmy, obciążenia na nogi (już później). Ćwiczyłem. Rano, nim wyjeżdżałem na rehabilitację, robiłem 30-40 min ćwiczeń w domu, a kiedy już wróciłem, czekałem jakieś 3-4h i robiłem kolejną sesję 30 minutową. Ćwiczyłem nawet późnym wieczorem,  o  22-23 jeśli zmęczenie lub ból nie pozwalały mi zacząć wcześniej. Chyba wtedy nie zdawałem sobie sprawy z mojej determinacji. Dziś, kiedy spoglądam na moje notatki z tamtego okresu widzę, że był okres bardzo wytężonej pracy, bo nawet kiedy biegałem, maksymalnie wykonywałem 2 jednostki treningowe, a tutaj byłem skłony podejmować się 3 sesji ćwiczeń rehabilitacyjnych. Z resztą o czym ja Ci piszę! To nie były żadne ćwiczenia rehabilitacyjne! – to był mój trening! Tak go przecież nazwałem. Był zapisywany w dzienniczku treningowym, tam gdzie wcześniej były treningi biegowe, nie podliczałem kilometrów, podliczałem czas.

stockvault-tunnel-cowboy102736

Przekonać samego siebie.

„Każdy ma dość siły, aby urzeczywistnić to, o czym jest przekonany.”

 – Johann Wolfgang Goethe

Może i moje bieganie zniknęło z horyzontu, może i moi rywale uciekali, trenując i rozwijając się, w chwili kiedy ja zrobiłem kilka kroków wstecz. Ale z każdym dniem poświęconym na ćwiczenia przywracające mi sprawność,  z każdym „moim treningiem” czułem, że już nie uciekam przed tym co mnie goniło, pogodziłem się ze wszystkim i wszystkimi, zaakceptowałem, co się stało, nie akceptując tego, że taki mój los. Uwierzyłem, że to ja wybieram swój los i tak rozpocząłem swój pościg, zaczynałem gonić, po cichu, dyskretnie, z boku. Chyba nikt oprócz mnie nie wiedział co mam w głowie, czym się kieruję i co mam zamiar osiągnąć. I  tak było mi dobrze, im mniej szans mi dawano, im mniej we mnie wierzono, tym ja czułem większą motywację i siłę do działania. Już się nie denerwowałem kiedy ktoś się nade mną użalał, mówił jaka szkoda, że już nie pobiegamy razem, nie pościgamy się na trasie biegu…Ten ktoś to do mnie mówił, a ja wewnętrznie się uśmiechałem mówiąc do siebie w myślach: „co Ty człowieku gadasz! Poczekaj jeszcze chwilę i lepiej trenuj bardziej i bądź czujny, bo ja mam zamiar wrócić”. To był ten czas, kiedy siedziałem na wózku i powtarzałem mojej mamie (najczęściej jej, bo to Ona najdłużej żyła negatywnymi emocjami związanymi z wypadkiem), przerywałem jej lament i mówiłem: „mama przestań! ja wrócę. Wrócę do biegania i będę lepszy niż przed wypadkiem!” I powiem Ci, że to było ciekawe przeżycie, bo początkowo wypowiadałem te słowa bez większego przekonania, tak jakbym nie był ich pewien na 100%, ale jednak je wypowiedziałem i skądś te myśli w mojej głowie się wzięły. Początkowo się zastanawiałem nad tym, nad realiami, a reakcja mamy – często wybuch śmiechu, z nutą abstrakcji –  na takie słowa kogoś, kto wypowiada je siedząc na wózku mogły nie dziwić. Jednak za każdym następnym powtórzeniem były silniejsze, utrwalały się bardziej, aż w końcu byłem ich pewien. Dziwne prawda? Jednak po wypowiedzeniu nie zastanawiałem się nad tym, co powiedziałem tylko się uśmiechałem, bo byłem przekonany, że to się stanie. Tego czasu zacząłem też wypowiadać jeszcze jedne ciekawe zdanie i też mojej mamie: „Mama zobaczysz! Jeszcze świat o mnie usłyszy!” Mama spoglądała na mnie jak na wariata i może tak było, ale byłem wariatem pewnym swego, pewnym swoich przekonań. Uwierzyłem, że mogę zrobić wszystko, o czym jestem przekonany i była to chyba prawdziwa wiara, w najczystszej postaci, bo była bez gwarancji, bez dowodów, że wszystko się spełni.

Miałem w swoim życiu takie momenty, kiedy wydawało mi się, że przekraczam swoje możliwości i wtedy, podczas odbudowy siebie i zdrowia, wracałem do nich, pomagały mi i myślę, że takie powroty do przeszłości są dobre, jeśli umiemy z nich korzystać i w ogóle zauważać. Jakie to były momenty? A na przykład mój powrót po pierwszej kontuzji, kiedy trenowałem lekką atletykę i kiedy z przekonaniem powtarzałem sobie, że wrócę lepszy,  albo dzień mojego drugiego  startu w życiu na 100m podczas mitingu, w którym niespodziewanie dostałem się do finału i pobiegłem dwie życiówki. Zajmując miejsce na podium – nie byłem fizycznie na to gotów, ale moja wiara i to, co do siebie mówiłem zrobiły swoje.

„To, co nieuniknione i tak się wydarzy. Trzeba tylko woli oraz cierpliwości, by przetrwać. I nadziei. Nie chodzi o wiarę w przyszłość, lecz o wskrzeszenie przeszłości.”

Dzień w którym pobiegłem maraton w debiucie poniżej 3h i wcześniej opisywany start w przełajach w Wojskowych Mistrzostwach Dywizji, gdzie wywalczyłem wicemistrzostwo. Czerpałem z tych wspomnień, inspirowałem się nimi, bo wiem, że wtedy też osiągałem więcej niż spodziewano się, że mogę osiągnąć.

15106245269_d85c77f02d_b

Aforyzmy. Czas na nie.

Spisałem je wszystkie. Dziennik po dzienniku. Kartka po kartce. Co dalej? Ogólnie cała historia jest spisana w książce „Zwycięstwo to sposób myślenia” i tutaj będzie krótko. Postanowiłem je mieć przy sobie, nie widzieć ich tylko w komputerze. Fakt, że miałem w zeszytach, ale nie pasowała mi ich kompozycja, bo zaczynałem segregować, selekcjonować. Ok, drukuję. Wydrukowałem i co dalej? No to tne je na paski, a  jeden pasek, to jeden aforyzm. Podkradam tablicę korkową mojej siostry i zaczynam przypinanie. Wiesz ile mi to czasu zabierało? Siedziałem i czytałem ja po 3-4 razy, który mnie rusza bardziej, który mówi głośniej. Ok, zapełniałem tablicę, która wielkością nie grzeszyła i zostawało mi sporo pasków, które jeszcze się nadawały. Postanowiłem dawać szansę jednym i drugim i zmieniałem je co kilka dni. Tablica ogólnie zawisła nad łóżkiem. Budziłem się i pach! Są przede mną moje motywatory. Z czasem nawet nie musiałem ich czytać, wystarczyło zobaczyć, przypomnieć sobie i w pamięci przytoczyć kilka. Później były zmiany. Losowania z pojemnika, zapisywanie kilku na kartce i noszenie jej. No dobrze, a co na nich było? Hmm…Dużo pisania, a ostatnio, kiedy tworzono artykuł o mnie do Runner’sa, przekonałem się,  jak wielkim problemem jest wymienienie 10 moich ulubionych. Dlatego napiszę o kilku, które wpłynęły na moją zmianę przekonań, które pozwoliły mi uwierzyć, że jest coś więcej, że jest większy sens w tej całej historii.

„Możesz mieć wszystko, czego zapragniesz, jeżeli pozbędziesz się przekonania, że nie możesz tego mieć.”

„Kiedy Bóg chce ci zrobić podarunek, zwykle opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje.”

„W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.”

„Lecz nikt nie może tracić z oczu tego, czego pragnie. Nawet kiedy przychodzą chwile, gdy zdaje się, że świat i inni są  silniejsi. Sekret tkwi w tym, by się nie poddać.”

„Jeśli przeszłość cię nie zadowala, zapomnij o niej. Wymyśl sobie inną historię życia i uwierz w nią. Pamiętaj tylko te chwile, kiedy udało ci się dopiąć celu. Poczujesz siłę, by osiągnąć to, czego pragniesz.”

„Tragedie zdarzają się wszędzie. Możemy doszukiwać się przyczyn, winić innych, wyobrażać sobie jak odmienne byłoby bez nich nasze życie. Ale wszystko to nie ma znaczenia, zdarzyły się i koniec. Musimy zapomnieć o strachu, jaki wywołały, i rozpocząć odbudowę.”

„Ze szkoły wojennej życia. Co mnie nie zabija, to czyni mnie silniejszym”

„Nieszczęście jest nieszczęściem tylko dla niedołęgów, dla dzielnych staje się punktem wyjścia do triumfów i ulepszeń, które inaczej nie ujrzałyby świata.”

„Jedyną osobą, która może mnie powstrzymać , to ja sam.”

 „Człowiek bez wiary jest jak podróżny bez celu,  jak ktoś kto walczy bez nadziei na zwycięstwo.”

„Bóg, zamykając przed nami drzwi, pozostawia otwarte okno.”

„Siła człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada ale na tym, że potrafi się podnosić”

„Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.”

„Różnica między niemożliwym, a możliwym leży w ludzkiej determinacji.”

„Nie ma takiego wielkiego czynu, który by nie powstał z jakiegoś wielkiego marzenia.”

„Bądź gotów przegrać bitwę, żeby wygrać wojnę.”

 „Zwycięzcy nigdy się nie poddają, poddający nigdy się nie zwyciężają.”

„Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że już nigdy się nie podniesie. Człowiek  upada i wstaje.”

„Dopiero, kiedy tracimy wszystko, możemy czegokolwiek dokonać.”

„To nie koniec, to nawet nie początek końca, to dopiero koniec początku.”

Aforyzmy to był mój świat. Inny świat. Czułem się w nim nadal sam, ale wiedziałem, że w tej samotności jest coś, co daje mi siłę, że jest coś z czego korzystam. To może być trudne do zrozumienia, ale ja naprawdę uwierzyłem w prezent od Pana Boga, że to co mi się przytrafiło, to lepszy opcja na życie dla mnie. Uwierzyłem, że to nie koniec, że jestem silniejszy dzięki temu, przez co przeszedłem i że tylko ja sam mogę się powstrzymać przed osiąganiem tego, co wydaje się nieosiągalne. Pogodziłem się, że Bóg zamknął przede mną drzwi, ale swoją decyzją o wizycie u dr. Owczarskiego wspólnie znaleźliśmy otwarte okno. Wymyśliłem sobie swoją nową historię i uwierzyłem w nią. Jednymi słowy pozornie negatywnemu wydarzeniu nadałem nowe znaczenie. Znaczenie pozytywne z większym i głębszym sensem, przesłaniem, które miało być tylko trampoliną do wskoczenia wyżej, do osiągania więcej, do lepszego i bardziej świadomego życia.

Jak uczyniłem ze swojej rehabilitacji prawdziwie mocny trening, jak wyglądał mój dzień z tamtego czasu, jak „trenowałem”, jak zamieniłem wózek na kule. O tym już w części nr 17.


Podziel się

4 Comments

  1. Witam
    Czytam od pewnego czasu Twojego bloga, a raczej Twoją historię życia. Jestem pełen podziwu dla Ciebie dla sił, które masz w sobie i energie. Gratuluje tego co osiągnąłeś, pisz dalej bo jesteś motywacją dla wielu osób (czytelników)
    trzymam kciuki.

    pozdrawiam

  2. Polecam znajomym ten tekst. Artykuł dał wiele do przemyśleń. Warto działać dla zdrowego trybu życia! btw. zapraszam na sterydy.top. Pozdrawiam Autora!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 MentalRunner

Theme by Anders NorenUp ↑